wtorek, 13 grudnia 2011

John Ashbery "Fala"

John Cage, River Rocks and Smoke, 4/11/90, #1

Biuro literackie zapowiedziało na 19 stycznia wydanie książki Cztery poematy autorstwa Johna Ashbery’ego, na którą składać się będą wszystkie utwory z tomu Three Poems (1972) oraz tytułowy wiersz ze zbioru A Wave (1984), wszystko w tłumaczeniu Andrzeja Sosnowskiego. Cudowna wiadomość!
Nie wiem, czy jest tego jakikolwiek sens, ale umieszczam poniżej pierwsze strofy tego ostatniego poematu. Potraktujcie to jako przedsmak.

Fala

[fragment]
Przejść przez ból i nic o nim nie wiedzieć,
Huk zatrzaśniętych nocą drzwi od auta.
Wynurzyć się w obszarze niewidzialnym.

A więc szczęście mówienia bez ogródek
Trochę późno otoczono czcią w tak różnych postaciach:
Niemy aktor, odurzony ideą męczeństwa przyszły święty;
I nasz pejzaż zaczął wyglądać tak jak dziś:
Częściowo nieostry, tu i tam nazbyt bliski, w średnim planie
Przystań spokoju, nieosiągalna, ze wszystkimi typami miłych
Ludzi i roślin, co budzą się przeciągają, zwracając
Na siebie uwagę z wszelkim kunsztem, do jakiego ludzki
Gatunek bywa zdolny. I powiedzieli, że to jest nasz dom.

Nikt nie przyszedł skorzystać z tych wczesnych
Odmian, dzwonek nigdy nie zadzwonił u drzwi;
Jednak każdy dzień tygodnia, kiedy wstał, znowu był
Jak prób miłości i rozpaczy. Rozśpiewany nocą
W czerni drzew: Mój głuptasku, o, mój głuptasku, o.
I mógł to być jakiś wtorek z ciemnymi, niespokojnymi chmurami,
Z kłębami białego dymu na ich tle i mokrymi ulicami pod spodem,
Które zdają się tak permamentne, a tu całkiem nagle zmiana sceny:
To już inna myśl, nowa koncepcja, coś przedstawionego
Dawno temu, co dopiero teraz właściwie zacznie działać
By wreszcie zniszczyć starożytną siatkę
Listów i dzienników, reklam cywilizacji.
Ona przechodzi przez ciebie, wynurza się po drugiej stronie
I jest teraz odległym miastem, ze wszystkimi
Możliwościami w całunie narracyjnego moratorium.
Kronikarze, którzy ją oczernili, poczciwi
Obywatele, dla których oznaczała zejście w dzień,
Są jej częścią, aczkolwiek nikt
Przy tobie nie stoi, gdy tak marudzisz i przedzierasz się przez czas,
Wyobrażając ją sobie jako coś, czym jest: rodzaj tragicznej euforii,
W której rozwinął się twój duch. I która w tobie ma usprawiedliwienie.

...

Andrzej Sosnowski

Fala publikowana była wcześniej w "Literaturze na świecie" (nr 7-8/2006). Tam również ukazał się tekst System z Three poems.

czwartek, 8 grudnia 2011

Marcin Sendecki "Zo"


Wiersz z najnowszej książki Marcina Sendeckiego. Tomik nazywa się Farsz, został wydany przez Biuro Literackie i wygląda bardzo ładnie, przyjemnie jest potrzymać i poczytać.

[Zo]

Wyjść pójść spojrzeć zobaczyć
Wrócić prędko i zalec przy szklance
Zostać zmyć zamknąć oczy zobaczyć
Wrócić prędko i zalec przy szklance

Rano kawa i napalm
Chwasty u wezgłowia
Niczyj szept na niżu

Jedna regularność w inną regularność
Parcela na wysoczyźnie w zatokę z przeceny
spada z miłym adieu, gusanito
Zorza pełznie na wskroś

Tępa beczka reguł
Rano martwy bark
Rao niczyj głos

środa, 7 grudnia 2011

Tymoteusz Karpowicz "Cisza"


Nareszcie! Już za tydzień (15 grudnia) ukaże się długo oczekiwany pierwszy tom Dzieł zebranych Tymoteusza Karpowicza (1921-2005), czołowego – obok Białoszewskiego – polskiego poety lingwisty. Książka, którą wydaje Biuro Literackie, zawierać będzie sześć pierwszych tomików autora, m.in. Kamienną muzykę (1958), z której pochodzi poniższy wiersz.

CISZA


Cisza ssie ziemię –
W wypatroszonym bębnie wąwozu
schną korzonki echa
niedostateczne by odżywić
nawet jeden oddech

Przerażony
chwytam za ręce:
ludzie oddychajmy
oddychajmy choć nie swoją siłą
żyjmy chociaż nie swymi sercami

Kiedy kamienie budzą się i płyną
w niebie zamiast ptaków –
poruszajmy choć nie swym ramieniem
byle drżało wokół nas powietrze

niedziela, 4 grudnia 2011

Paul Éluard "Linia twoich oczu"

Salvador Dali, Portret Paula Éluarda, 1929

Paul Éluard (1895-1952). Najwybitniejszy przedstawiciel surrealizmu w poezji.

Linia twoich oczu...


Linia twoich oczu obiega moje serce,
Obrót tańca i czułości,
Aureola czasu, nocna kołyska bezpieczna;
I jeśli już nie wiem, co dawniej przeżyłem,
To dlatego, że twoje oczy nie patrzyły na mnie zawsze.

Liście dnia i piana rosy,
Różany kwiat wiatru, pachnące uśmiechy,
Skrzydła kładące światło na ziemi,
Statki ładowane niebem i morzem,
Poławiacze odgłosów i źródła kolorów.

Zapachy rozkwitłe z wylęgu jutrzenek
Składanych zawsze na słomie gwiazd,
Jak dzień zależy od niewinności,
Tak świat zależy od twoich czystych oczu -
Krew moja cała płynie w twych spojrzeniach.

Adam Ważyk

W oryginale incipit utworu brzmi La courbe de mes yeux...
Wiersz pochodzi z tomu Capitale de la Douleur (Stolica bólu) z 1926 roku.

wtorek, 29 listopada 2011

Józef Czechowicz "przeczucia"



przeczucia
u czarnych okien wicher
brzęk choinkowych świecideł
wołam przychyl sie przychyl
twarzą ślepą
niewidzialny trzepot
szepce idę

więc wówczas pokoju przestrzeń ściany
zbratane z sufitem czworgiem krawędzi góra
siny grzmot przekłuwa na wskroś
pochłania łóżko szafę obrazy stół
więc
jest wielki obszar pod chmurą
ciemny to dół
echem zalany
nawinięty na grzmotu oś

chyba tak płomień szumi
spalając jodłowe wieńce
gdym umilkł
oparłszy głowę na ręce
szumiącą głowę
szumiącą głowę

rozszerzają się mroki granatowe na wszystko
na światłość kobiet
na szybkich pociągów
przytupujący po polach takt
fontanny biura bitwy czeluście szacht
szarość armat wieczorów posągów

zjawiska dawne nowe
dogasają ciemnoaniołowe
smugą się leje powolną ni dobra ni zła ni dziwna
ni śmieszna ni straszna
trwoga
po prostu zimna
jak prąd wichru ze szczelin u proga

z tomu ballada z tamtej strony (1932)

wtorek, 1 listopada 2011

Stanisław Barańczak "Święto Zmarłych" & Bohdan Zadura "01/11/2002"

Na dzisiejszą okazję fragment Dziennika porannego:

Święto Zmarłych


Podają sobie ręce
pod ziemią; leżąc na wznak, rozpychają
łokciami zgniłe deski, rozgarniają dłońmi
glebę, korzenie traw, odłamki próchna; milcząc
spiskują przeciw nam, zbierają siły;
zbyt wielu ich już;

zbyt wielu, skulonych
w brzemiennych brzuchach grobów, które sterczą
tak kanciasto, że pęka ich ziemista skóra;
a oni rosną wewnątrz i rośnie im w płucach
ostatni przechowany haust powietrza, choć
przebiliśmy im piersi poprzez ziemię kołkiem
krzyża;

za lekka ziemia im i przegnił krzyż,
więc po to ta okrągła data: byśmy mogli
choć raz do roku za jednym zamachem
przywalić ich wieńcami, przygwoździć świecami
i przydusić nabożnym kolanem, aż stracą
nagromadzone siły, aż rozerwą
podziemny łańcuch rąk, opasający Ziemię.


oraz bonus od Zadury z Kopca Kreta:

01/11/2002

wyślij życzenia - przypomina portal wp

wszystkim świętym?

piątek, 21 października 2011

David Bowie & Andrzej Sosnowski, cz. 1


Miałem nazywać się Norbert, ale pewnego dnia moja ciężarna matka przeglądając Pismo Święte krzyknęła do siedzącego obok męża:
- Dawid!
- Dawid? – zdziwił się ojciec – Daj spokój. Nie pasuje.
- Ale patrz! Dawid Bowie – mama nigdy nie dawała za wygraną.
- No! Może być!
Bo mój ojciec był mocno zafascynowany elegancją brytyjskiego muzyka z czasów Tonight. Do dziś nosi identyczną fryzurę, którą podpatrzył chyba w teledysku do Blue Jean. No, a ja zostałem Dawidem. Po królu i poecie oraz po gwieździe rocka (chociaż wówczas flirtowała ona akurat z miernym popem).
To była kwestia czasu, kiedy sięgnąłem po muzykę Bowiego. Zaczęło się w liceum od Earthling, bo tylko ten album znalazłem na kasecie w moim prowincjonalnym rodzinnym miasteczku. Ale to dopiero od wysłuchania The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars, które udało mi się potem dorwać, stałem się fanem. Kilka lat później, w momencie, gdy odkryłem dla siebie poezję Andrzeja Sosnowskiego, nie wiedziałem, że też słucha Bowiego. Najpierw on stał się moim ulubionym poetą, a później okazało się, że mamy wspólnego ulubionego muzyka. Taki drobny zbieg okoliczności.
Poniższe kawałki Bowiego pochodzą z Low (1977) – pierwszej części tzw. „trylogii berlińskiej”, niewątpliwie jednej z jego najlepszych płyt. Natomiast wiersze Sosnowskiego opublikowane zostały w tomiku z poematem Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi (2005).



Tempo życia

Co? Nic. Patrzę. Zasypiam.
Okno, łóżko i mrok. Chłodny
dreszcz to minimum sensacji
pod kocem, z głową schowaną
w sny. Sny mają być jak piasek
i są. W ustach. Na ustach piach,
klej, pajęczyna i śmiech,
klej, pajęczyna i piach. K, p, p,
ppppppppppppppppppppppppp!
A fatal error has occured. Pisz
po polsku. Nic Straszliwy błąd
miał tu miejsce. Zdarzył się i
wystąpił. Z brzegów? Z pro-
pozycją. Z bezbrzeżną post-

pozycją.



„Nowa kariera w nowym mieście”

Śmierć autora inauguruje promocję jego nowej książki
(choć nic nie zmieni faktu, że autora nie ma wśród nas).
Jego duch żyje wśród nas, tak jak grawiton i koronium.
Jego duch żyje pośród nas.
Na księżycu mają już podobno pierwszy adres e-mail,
promocyjny adres dla wszystkich: moon@moon.xnet
Począwszy od dzisiaj można wysyłać wiadomości.
Astronauci odbiorą listy za niewiele lat.
Śmierć autora inauguruje promocję jego nowej książki
(choć nic nie zmieni faktu, że autora nie ma wśród nas).
Jego duch żyje wśród nas, tak jak grawiton i koronium.
Jego duch żyje pośród nas.
Na księżycu mają już podobno pierwszy adres e-mail,
promocyjny adres dla wszystkich: moon@moon.xnet
Począwszy od dzisiaj można wysyłać wiadomości.
Astronauci odbiorą listy za niewiele lat.

wtorek, 18 października 2011

Piotr Sommer "Urodzaj"

Urodzaj


I chyba mieliśmy umierać jakoś
tuż zaraz po południu, ale jabłka
obrodziły tego roku i dojrzały
zanim z jesieni wyszło, co z niej naprawdę siedzi.
Nawet wilcze pędy wygięły się w gałęzie.

I teraz słońce w najlepsze pije sobie wodę
w zagłębieniu przy furtce i na przerośniętych
łopuchowato liściach bzu, ale nie starcza mu ciepła,
dzień zalatuje wilgocią. Sroka znów skrzeczy
po swojemu i dawni przyjaciele kolejno

będą się nas wypierać, a my w najmniejszym stopniu
nie chcielibyśmy tego utrudniać, ale przegapić
też nie, bo jak by potem mieli radzić sobie inni,
tak na sucho, bez słowa z naszej strony.

z Dni i nocy (2009)

niedziela, 16 października 2011

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki "zatem wybieraj mój diabełku rodzaj"

fot. Michał Kobyliński, stąd

W piątek był Tkaczyszyn-Dycki najnowszy, dziś będzie nieco wcześniejszy. Kawałek po raz pierwszy opublikowany został w zbiorze Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało z 2003 roku (ja cytuję z Oddam wiersze w dobre ręce).

CCXVII.

zatem wybieraj mój diabełku rodzaj
perwersji czynnej biernej i nie pytaj
o siedlisko duszy ani o siedlisko
rozkoszy której nie znajdziesz w salonie

masażu pytaj raczej o mnie i o moje siedzisko
albowiem tylko mój punkt siedzenia
może cię doprowadzić do punktu zbawienia
liczy się ponadto nie tylko mój punkt

siedzenia zbawienia ale i punkt szczytu
wszystko razem wzięte daje nam gwarancję bytu

piątek, 14 października 2011

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki "dokarmiam wszystkie wyimaginowane"

Dycio na festiwalu Poznań Poetów 2009, fot. Maciej Kaczyński, stąd

Koniec wakacji, koniec lata, jesień, czuć poezję w kościach. Nowy sezon na Sfereo i nowy Tkaczyszyn-Dycki. Imię i znamię (Biuro Literackie) to dalsza część poematu, który Dycio pisze od lat, bo oczywiście opowieści tej nie dało się zamknąć w zeszłorocznym zbiorze.

XVI.

dokarmiam wszystkie wyimaginowane
psy i zwracam sobie wolność
na wolności również wyprowadzam
i dokarmiam wszystkie obce

i nieobce sierściuchy których nikt nie chciał
lecz nie stwarzam im domu (oprócz
wiersza) obecne i nieobecne w które nikt
nie wątpił (tym bardziej ja nie będę

przed nimi uciekał) dokarmiam więc
wszystkie wyimaginowane psy
lecz nikogo do siebie nie dopuszczam
oprócz jednego małego zaropialca



XVII.

dokarmiam wszystkie wyimaginowane
psy lecz nie zabieram im resztek
(oprócz wiersza) i nawet dla siebie
nie stwarzam domu choć mógłbym

napisać ciąg dalszy piosenki o zależnościach
lecz nie zabieram im resztek (prócz
wczorajszych i dzisiejszych wierszy)
niczego innego nie posiadając

dopóki dopóty nie zgłosi się do mnie
ów zaropialec (będziemy w zgodzie wielkiej
jeść smalec) dokarmiam wszystkie
psy obecne i nieobecne których nikt

nie oglądał i nie doglądał choć właśnie
o tym chciałbym napisać parę piosenek
dopóki dopóty mój mały zaropialec
nie znajdzie sobie drugiej burej suki

sobota, 23 lipca 2011

Elizabeth Bishop "Zatoka"


W najnowszym dwutygodniku ukazał się (jakże spóźniony!) artykuł Elżbiety Wójcik-Leese na setne urodziny Elizabeth Bishop (1911-1979). Zachęcam do lektury, a na Sfereo wspominany w nim kawałek The Bight.

Zatoka 

Sobie na urodziny

Przy odpływie, takim jak teraz, jaka ta woda przejrzysta.
Kruszące się grzbiety marglu wystają z niej, jarzą się biało,
łodzie są suche, pale suche jak zapałki.
Raczej wchłaniając niż dając się chłonąć,
woda w zatoce niczego nie zwilża, ma barwę
gazowego płomienia, skręconego prawie do zera.
Noc czuje jej przemianę w gaz; gdyby się było Baudelaire’em,
ucho słyszałoby pewnie jej przemianę w dźwięki marimby.
Pogłębiarka o barwie ochry, pracująca u wylotu doku,
stuka już suche, bezbłędne, kastanietowe synkopy.
Wielkość ptaków – nadnaturalna. Pelikany – tak mi się zdaje –
spadają w ten osobliwy gaz z niepotrzebnym impetem,
jak uderzenia kilofów, i rzadko
wzbijają się z konkretnym efektem swego wysiłku w dziobie,
aby odlecieć w dal, komicznie robiąc łokciami.
Czarno-białe ptaki zwane fregatami szybują
na nieuchwytnych prądach powietrza, rozwierając
przy zakrętach nożyce ogonów, lub prężąc je tak, że aż drżą
jak rozrywany w palcach kurczęcy obojczyk.
Wracają, ze swoją stęchłą wonią, łodzie poławiaczy
gąbek, o gorliwej manierze aportujących psów, najeżone,
jakby ktoś grał na nich w bierki, sterczącymi w różnych kierunkach
ościeniami i bosakami, przystrojone frędzlami gąbek.
Na ogrodzeniu z siatki ciągnącym się wzdłuż przystani,
suszą się, pobłyskując jak małe lemiesze,
szaroniebieskie płetwy rekinów: surowiec
poszukiwany przez chińskie restauracje.
Niektóre z białych żaglówek wciąż piętrzą się jedne na drugich
albo leżą na brzegu na powgniatanych bokach, niepewne,
czy da się je naprawić po ostatnim katastrofalnym sztormie:
rozdarte koperty listów, na które nikt nie odpisał.
Stare korespondencje zaśmiecają zatokę.
Pyk. Pyk. Pyka pogłębiarka
i podźwiga kapiącą paszczękę, napchaną kęsami marglu.
I dalej trwa niechlujna krzątanina,
okropna ale pełna otuchy.

Stanisław Barańczak

poniedziałek, 4 lipca 2011

Lista przebojów (lipiec 2010 - lipiec 2011)


Rok temu blogger udostępnił swoim użytkownikom opcję przeglądania statystyk.
Dzięki temu mogę zabrnąć dalej w moją quasi-radiową konwencję i wyemitować listę przebojów Sfereo, czyli 10 najczęściej czytanych słuchanych wierszy w ciągu ostatnich 12 miesięcy:


10. Stanisław Barańczak, Gdzie się zbudziłem


9. Miron Białoszewski, Zaznaczam: mogłem sie przesłyszeć


8. Jarosław Iwaszkiewicz, [ Pogoda lasu niechaj będzie z tobą ]


7. Józef Czechowicz, ta chwila


6. Roman Honet, dzrwi dziecinnego pokoju


5. Julian Tuwim, Czterdzieści wiosen


4. Andrzej Sosnowski, zabawy wiosenne


3. Andrzej Sosnowski, Wiersz dla czytelnika


2. Julian Przyboś, Chwila


1. Paul Celan, Fuga śmierci

środa, 22 czerwca 2011

Joanna Lech "Dopiero wtedy"

Wiersz spóźniony, bo mamy już lato, żaden tam marzec, a poza tym moje niedawne odkrycie Nawrotów Joanny Lech (ur. 1984 r.) należy uznać za karygodny poślizg. Tomik wydała WBPiCAK w zeszłym roku.

Dopiero wtedy

wszystko się skończy. Blizny na dobre zarosną. Ciepło wybije nas
z rytmu i wejdzie do kości. Zobacz, ten sen przyniesie nam odwilż;
w usta wgryzie się dym i przetnie język. Musisz wymyślić nowy.
Inaczej zostaną tylko te resztki, spalone wersy. Odłamki. Zobacz;
ziemia tli się w tych skrawkach, pęcznieje, aż zapadają się stopy.

Wiatr nawiał iskry i liście drgały od rosy. Widocznie już niosłam
w sobie niepokój; jak dziecko, rosnące pod sercem, podczas,
gdy marzec zamieniał się w rozpacz. Tak ładnie pękało wszystko:
ulice i niebo, nasze ciała sklejone śliną. Błyski cięły powietrze
jak papier, krew wypływała z łodyg. Pomyśl, ten sen przyniesie

nam odwilż. Zamknij oczy i zobacz; wilgoć wsiąka we wszystko.
Słowo rozcina skórę. Ziarnko wypada z ust.

sobota, 18 czerwca 2011

Edward Pasewicz "Pałacyk Bertolta Brechta (2)"

obraz Radosława Szlagi Krzyżacy

Wiersz z cyklu Pałacyk Bertolta Brechta z najnowszego tomu Edwarda Pasewicza o tym samym tytule (wydawnictwo EMG). Cyklów jest cztery (albo pięć) i według ich porządku należy chyba czytać tą książkę. Przynajmniej tak mi to wchodzi. Nie wiem dlaczego.

Pałacyk Bertolta Brechta (2)

Ilonie Jakubowskiej

Oni wszyscy wyszli z oceanu (ty zresztą też),
jak na komendę (SIEG!) odwrócili się i kreślili na falach,
jakby to były kartograficzne płachty, mapy i mapy map.
I ja ci to opowiadam, czując, że mi w kąciku ust
nie zaplątał się strzep makaronu z lazanii,
ale ich trupie dzienniki i oznaczenia, przypisy i marginesy
upstrzone prośbami o godną śmierć w śniegu.

Co roję sobie, gdy unoszę widelec do ust, miasto
ze spojrzeń topielców utkane tak zręcznie,
że się mu wierzy, chociaż obaj wiemy, że to tylko
rolki wśród rolek się kręcą i nęcą, by w wir wpadło
wszystko? Śmiech? Mit, że gdy z map strząsną pył,
to na białej kartce pojawi się ta jedyna, świetlista
i pewna jak ból brzucha po sutym obiedzie?

Nie wiem i nie będę wiedział, to zdanie mnie zdradza,
złożone w sobie z niewypowiedzianych zdań; wiem,
że gdy robisz krok lub gdy palec zginasz,
rodzi się nowy świat i nie opiszesz go, ani ty ani ja,
chyba że, kochanie, za opis weźmiemy brak.

Andrzej Sosnowski " biegnę do ciebie i tak błogo się rozpadam"

Miałem trochę wystopować z Sosnowskim na Sfereo, dać Wam – drodzy słuchacze – odetchnąć (szczególnie Tobie, Tomasz), ale dziś ogłoszono laureatów szóstej edycji Nagrody Literackiej Gdynia i „Nagrodę Osobną” zgarnął właśnie autor poems. Także sami rozumiecie.

*

biegnę do ciebie i tak błogo się rozpadam
mój profil ładnie świeci i miota się w sieci
trafne przerzuty z nieświadomych węzłów
chłonnych składni wypromieniowanych
w czerniach ekranu są jak naciek widm
tkanek mar i rdzawy krzyk w polimerach
nekromycyna i neantyzyna siostro
gdy gustaw digimorfuje w konrada
w blaskach acetonu i poświatach próżni
dalsze mutacje bez iluminacji
konrad jowisz sens na małą skalę
halo ale ale
jeszcze detale
w oryginale

poniedziałek, 30 maja 2011

Piotr Sommer "Jego rozwiązłość"


W najbliższy piątek 3 czerwca w białostockiej kawiarni "Czerwony fortepian" odbędzie się spotkanie z Piotrem Sommerem, który poczyta trochę swoich wierszy.

Jego rozwiązłość


Język, to małe wszystko,
mój i polski. Tylko
język? Aż? Ach
jak on mną żartuje,

jak mnie niedomawia,
a nawet jak się mną
wymawia - przednia
zabawa - i

przejęzycza mnie.
Bo ja to przecież
on, od ucha do
ucha, wszerz i wgłąb,

i może w lot
do morza, więc: topiel
oka, a potem szybko:
usta - usta.

(1982-86)

niedziela, 22 maja 2011

Radosław Kobierski "Łabędzie wróciły na Łynę"


Od dziś na Sfereo będzie zdecydowanie więcej nowości. Bo co to za radio, gdzie nie można usłyszeć rzeczy najnowszych? Na pierwszy rzut tej delikatnej zmiany polityki bloga fragment tomiku Drugie ja Radosława Kobierskiego, autora głośnej Lacrimosy. Książkę wydało WBPiCAK.

Łabędzie wróciły na Łynę


Łabędzie wróciły na Łynę. Jak mogły wrócić,
Skoro pada śnieg bielszy niż ich białe skrzydła?
I szew rzeki, rozpruty, zaraz zarasta krą.
Droga w nich siebie pamięta, uwięziona w czasie.

Znowu ciebie nie urodziłam, jestem łupiną
W której nie ma Życia Wewnętrznego.
Krwawię dla żartu, a potem zszywa mnie
Księżyc... Nie, to banał, napisz to inaczej –

Coś o ciemnej materii, o ruchu,
Który jest serią bezruchów, o węzłach.
Ludzie nie powinni mieć w sobie nic
Zasupłanego, a ja mam kłąb lin, splot

Sznurów, stoję jak kuter na cumie w doku.
Nigdzie się nie wybieram.
Wybiera się za mnie, od samego początku.

Czy łabędzie wracają wolne?
Czy kiedy łabędź rodzi się i jest,
Scena też już jest dla niego przygotowana.

wtorek, 10 maja 2011

Bohdan Zadura "Odwaga"

Miało nie być Silesiusów na Sfereo. No ale jednak ściągnąłem z regału Nocne życie Bohdana Zadury. I wpadłem na pomysł, żeby jeden wiersz z tomu przedstawić w formie... demotywatora (nawiązując jednak do dzisiejszej formy tego zjawiska, a nie do założenia pierwotnego).


niedziela, 8 maja 2011

Edward Pasewicz "Prokofiev andante sognando"

fot. Michał Kobyliński, stąd

Wiersz z debiutanckiej i - co tu dużo mówić - kultowej już Dolnej Wildy (2001).


Prokofiev andante sognando


Przyszło nam Marku mieszkać na dnie morza,
bez snu i jedzenia, w kącie, tam przy desce,
gdzie krab wśród jabłek szyderczo porusza
nierealnymi szczypcami, bo jabłka są tu wszędzie,
tak jak i ludzie są tu wszędzie, i wszystko jest
ludzkie w zasadzie, nawet krab i dno i piasek,
w końcu nawet woda Marku jest tu czymś człowieczym.
Mieliśmy mieszkać gdzie indziej, lecz ponury
schemat otulił nasze ciała i wylądowaliśmy.
Teraz twarz twoja jest bąblem powietrza, można
na nią patrzeć z boku jak na wykrzywioną maskę.
Chce mówić, ale z ust płynie strumień wody,
ryby wokół zbierają się, by patrzeć, coraz ich
więcej wokół twoich ramion.

sobota, 30 kwietnia 2011

Andrzej Sosnowski "zabawy wiosenne"


Na długi majowy weekend powtórnie zabawy wiosenne Sosnowskiego, tym razem z wplecionymi w wiersz linkami. Proponuję więc nomen omen pewną zabawę z tym tekstem.
A jeśli wyłapiecie coś, czego nie zauważyłem lub jeśli będziecie mieć dowolne skojarzenia, swoje linki umieszczajcie w komentarzach!

zabawy wiosenne


śmiech nad rzeką zorzynku i lampiony
seraje lampionów i punktowy kolczyk
wesoły pilot na parkingu swallow me
i tylne siedzenie zdezelowanego fiata
i starzy kumple niezawodnie kapitalni
z koksem mandoliną i obwarzankami
i zapach marzanki pod markizą żywca
zaraz po deszczu tobie tylko podaruję
te żyłki światła i kosmyki cienia
grudkę rozgrzanej ziemi głuchy szept

pieprzyć twój daleki głos w słuchawce
pieprzyć krople rosy na gałązce bzu
łzy olch nad młynem gdzieżeś światło
kwiaty żylistka świerzop widok delft
jaki był twój ostatni czar wizażystko
ostatnie waginalia wypadły tak blado
kolejne horrendalia już bez rewelacji
już jest po tęczy po kolędzie będzie
napalm dla biednych ludzi napalm
jest dobry czy aby jeszcze istnieje

nikt nie wiedział ile poezji mamy w życiu
póki nie zaczęliśmy spieszyć się i kochać
ludzi którzy tak szybko biegną siostro
sygnał satelity zawsze będzie z tobą
stacja nazywa się cagliostro siostro
czy ty na pewno wiesz co tu robisz dave
szukam punktu g w tym hotelu señoritas
ślęczę w układach scalonych mikro makro
3001 ta odyseja jest logiczna
3001 zgłoś się teraz zgłoś się

w paśmie od dada do trzy cztery lewa
w hotelu płoną łóżka i kończy się doba
słychać syreny zaraz będzie woda
co to za szelest woda przy drzwiach
co to za szmer co za noise nic nic

to tak lądujemy w spamhaus honey
od tej pory życie idzie jako spam
3001 ta odyseja jest logiczna
3001 zgłoś się teraz zgłoś się
hush little baby don’t you cry

na całym obiekcie tylko jeden senior
jeden menedżer działu i żadnej ochrony
inni seniorzy wyjechali na szkolenie
norbi z anetą na pewno się pokłócą
ziba wypije cztery piwa w sfinksie
tunia i kalisia będą grały w oczko
goodson ruszy w miasto i się zgubi
bésame mucho fever love me tender
you cancan cancer marika i arnika
lolita i guernica augentrost

see nijinsky do the strandsky
szpulo z celuloidem ziemio astronautko
jazz to jest paryż a paryż to jazz
mówimy pa pa chwilo byłaś raczej piękna
nucąc pa pa pop drodzy zamorscy koledzy
płynąc w uśpionej kopalni uranu w kanu
fred i ginger trup człowieka z reno
marilyn and john f. dancing
reeling through niagara falls

wycofać się za jeden czy za inny biegun
z rumieńcem który stopi wszystkie lody
zamach chłodniejszy niż algida
masz pocztówkę z cv portfolio na dłoni
szukasz zajęcia w branży lethal vodka
leta i vodka w ciemnym stały domu
szukasz etatu w firmie lethal vodka
lethal vodka martinis
aplikujmy suplikujmy

zawczasu tylko aborcja
eutanazja poniewczasie
ciebie prosimy
inaczej

lemon bloody cola
inaczej

totus tuus siostro
venus im pelz siostro

lethal się skończył
i pop się skończył
i jest all time low
pa pa pam


czwartek, 28 kwietnia 2011

William Butler Yeats "Drugie przyjście"


William Butler Yeats (1865-1939) i jeden z najsłynniejszych modernistycznych wierszy, czyli The Second coming z tomu Michael Robartes and the Dancer (1921).

Drugie przyjście

Kołując coraz szerszą spiralą,
Sokół przestaje słyszeć sokolnika;
Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze;
Czysta anarchia szaleje nad światem,
Wzdyma się fala mętna od krwi, wszędzie wokół
Zatapiając obrzędy dawnej niewinności;
Najlepsi tracą wszelka wiarę, a w najgorszych
Kipi żarliwa i porywcza moc.

Tak, objawienie jakieś się przybliża;
Tak, Drugie Przyjście chyba się przybliża.
Drugie Przyjście! Zaledwie wyrzekłem te słowa,
Ogromny obraz rodem ze Spiritus Mundi
Wzrok mój poraża: gdzieś w piaskach pustyni
Kształt o lwim cielsku i człowieczej głowie,
Z okiem jak słońce pustym, bezlitosnym,
Dźwiga powolne łapy, a wokoło krążą
Pustynnych ptaków rozdrażnione cienie.
Znów mrok zapada; lecz teraz już wiem,
Że dwadzieścia stuleci kamiennego snu
Rozkołysała w koszmar dziecinna kolebka –
I cóż za bestia, której czas wreszcie powraca,
Pełznie w stronę Betlejem, by tam się narodzić?

Stanisław Barańczak

wtorek, 26 kwietnia 2011

Paul Celan "Fuga śmierci"


Obiecałem, że po świętach umieszczę Fugę śmierci w przekładzie Stanisława Jerzego Leca.

FUGA ŚMIERCI


CZARNE mleko poranku pijemy je wieczór
Pijemy je w południe o świcie pijemy je nocą
Pijemy pijemy
Grób kopiemy w powietrzu tam się nie leży ciasno
Człowiek mieszka w tym domu który się bawi z wężami ten pisze
Pisze gdy zmierzcha do Niemiec złoto twoich włosów Małgorzato
Tak pisze wychodzi przed dom i gwiazdy migocą przyzywa gwizdem
swe psy
Gwizdem wywleka swych Żydów każe im kopać grób w ziemi
Nam rozkazuje teraz zagrajcie do tańca

Czarne mleko poranku pijemy cię nocą
Pijemy o świcie w południe pijemy cię wieczór
Pijemy pijemy
Człowiek mieszka w tym domu który się bawi z wężami ten pisze
Pisze gdy zmierzcha do Niemiec złoto twoich włosów Małgorzato
Popiół twoich włosów Sulamit kopiemy w powietrzu grób tam się
nie leży ciasno

Krzyczy głębiej wrzynajcie się w glebę wy tutaj a wy tam
śpiewajcie i grajcie
Chwyta za broń u pasa i wymachuje oczy jego niebieskie
Głębiej wryjcie łopaty wy tutaj a wy tam dalej grajcie do tańca

Czarne mleko poranku pijemy cię nocą
Pijemy w południe o świcie pijemy cię wieczór
Pijemy pijemy
Człowiek mieszka w tym domu złoto twoich włosów Małgorzato
Popiół twoich włosów Sulamit ten człowiek się bawi z wężami

Krzyczy słodziej zagrajcie śmierć ta śmierć jest mistrzemz Niemiec
Krzyczy ciemniej ciągnijcie po skrzypkach a z dymem wzlecicie
w powietrze
Grób wtedy macie w chmurach tam się nie leży ciasno

Czarne mleko poranku pijemy cię nocą
Pijemy w południe śmierć jest mistrzem z Niemiec
Pijemy cię wieczór o świcie pijemy pijemy
Śmierć jest mistrzem z Niemiec niebieskie ma oko
Trafi cię kulą z ołowiu trafi celnie głęboko

Człowiek mieszka w tym domu złoto twoich włosów Małgorzato
Psy swoje na nas poszczuje grobem obdarzy w powietrzu
Z wężami się bawi i marzy śmierć jest mistrzem z Niemiec

Złoto twoich włosów Małgorzato
Popiół twoich włosów Sulamit

Stanisław Jerzy Lec

sobota, 23 kwietnia 2011

Bolesław Leśmian "W przeddzień swego zmartwychwstania"

Wiersz Leśmiana ze zbioru Łąka
plus kawałek grupy Coil zamykający legendarny album Horse Rotorvator pt. The First Five Minutes After Death:


W przeddzień swego zmartwychwstania

W przeddzień swego zmartwychwstania, w przeddzień żywota
Bóg, leżąc w mogile, żmudne liczy chwile.
A przykuła go do ziemi ciała ciężkota.
Śmierć mu w oczy wieje, a on samotnieje.
I śni mu się na wprost lica
Betlejemska błyskawica
I żłób i siano.

I śni mu się brzeg jeziora ozieleniały,
A smuga od łodzi po jeziorze chodzi,
I śnią mu się owe gaje, co tak szumiały,
Choć gajom boleśnie być marami we śnie!
A to wzgórze, to oliwne,
We wspomnieniu takie dziwne,
Takie dalekie!

I śnią mu się nasze twarze, niby niczyje,
Ręce nasze krwawe i lewe i prawe –
I to życie, co po śmierci nie wie, gdzie żyje,
Jeno szuka siebie po własnym pogrzebie.
Mówmy wobec jego zgonu
To, co mówi dzwon do dzwonu
Późnym wieczorem.

Nie zakłóćmy snu bożego, bożej niemoty!
Któż Boga obudzi pierwszy spośród ludzi?
Kto rozepnie w jego cieniu swoje namioty?
Cień się jego szerzy w bezbrzeż po bezbrzeży,
A my stójmy zwartym kołem
I śnijmy się Bogu społem,
Póki czas jeszcze.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Dariusz Suska "Fragmenty z roku 2003"


Nie znam nikogo, komu by się ten wiersz nie spodobał. Dziś przeprowadzałem kolejne eksperymenty na osobach nie czytających poezji w ogóle.
Oto kawałek Dariusza Suski otwierający tom Cała w piachu z 2004 roku, który to ktoś ode mnie dawno pożyczył i nie oddał, tak się spodobał, więc cytuję ze zbiorczej Czystej ziemi.

Fragmenty z roku 2003


1.

W co się dziś bawimy? ratujemy żaby,
które przez tę szosę lezą do stawiku,
na żółtą łopatkę i do tamtej trawy
(rozjechane schną szybko), dużo przy tym krzyku:
aba tatu aba, w Państwie Piaskownicy
najlepiej się żyje i nieźle umiera,
kundelki pochowane na innej ulicy
świetnie to wiedziały (Misiek, Patyk, Ściera)


2.

A dlaczego Ściera? Bo go kopaliśmy
i sierść miał wytartą, i tarzał się w kupach,
z nami tylko trzymał, gdziekolwiek byliśmy,
Ściera się pałętał, nawet jak brał z buta,
to i tak przychodził (Ściera jest już w niebie,
bardzo płakaliśmy na jego pogrzebie)


3.

Natasza, włóż czapeczkę, bo mi się przeziębisz,
a jeszcze musimy pobiec do gołębi
(chyba że duch Ściery poznosi je w pysku),
na kręconą zjeżdżalnię wleziemy kołyską
z opon ciężarówy sczepionych sznurami
(trzymaj mnie za rękę, martwe jest pod nami!)


4.

Martwe jest za nami, martwe jest nad nami,
martwe szczerzy do nas, różowymi kłami
czepia się sandałka, więc my kic! w tunelik
i na drugą stronę (tacie powiedzieli,
ża za dużym blokiem jest lepsza huśtawka,
a tam nie spotkamy piaskowego dziadka,
który po śmietnikach grzebie za puszkami
i dzidzię zjeść może, am am, z sandałkami)

wtorek, 12 kwietnia 2011

Joanna Mueller, ochronka


Dziś wróciłem z Wrocławia.
Jednym z występów, które podobały mi się najbardziej, było czytanie Joanny Mueller. Poetka wspomniała, iż poniższy wiersz został napisany dokładnie dziesięć miesięcy wcześniej, kiedy narodził się jej syn.
Oczywiście Wylinki (2010).

ochronka


znów cię przelękło to, co utajone?
co – bez odwrotu – musi się ujawnić?
kto tu komu stróżuje w symetrii dwubocznej?
kogo z nas bardziej chroni ustawny filtr rodzinny?

takiego mnie znasz – eremitę
gorliwego migranta z niebytu
przez nasłuch nieustający i na dotyk jedynie
płód jak przez płótno, codziennie bliższy ciału

ile jest w donoszeniu mocy, a ile bezsilności?
w znoszeniu gróźb-zamartwic, wznoszeniu rąk o cud?
jak donosiciel podnoszę poziomy lęku we krwi
lecz cię nie osierocę, nie zdradzę, w wygnaniu nie zatracę

moc rychleje, pełnieje młodziwo, ułożysk obcowanie
siła wyższa powija finalne zwiastowanki
choć już z ciebie upływam strużką ujść i ucieczek
wszystkie moje źródła wybijają w tobie


[pasaż, 10.07.2010]

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Port Wrocław



PROGRAM festiwalu >>> TUTAJ


ktoś się wybiera?

niedziela, 3 kwietnia 2011

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki "Palce podpalaczy rąk i nóg"


Kawałki z powyższego klipu pochodzą z płyty multimedialnej dołączonej do jednego ze starszych numerów "Rity Baum". Recytowane przez Tkaczyszyna-Dyckiego wiersze, napisane w klinice psychiatrycznej w 1987 roku, miały znaleźć się w tomiku Palce podpalaczy rąk i nóg, który jednak nigdy nie ujrzał światła dziennego. Dźwięki stworzyli Karol Pęcherz & Trzebnicka Squad.

Dwa wiersze, które składają się na pierwszy track (ostatecznie opublikowane w Dziejach rodzin polskich):

X. PIOSENKA OPRYSZKA

oni mają ręce i nogi
pełne bluźnierstw odkąd
w białych fartuchach pozostają
nieuchwytni i przewodzą grupie

doprawdy oni mogą wszystkich związać
pobić i nikt się im nie wymknie
spod ścisłej obserwacji którą się tutaj
prowadzi w celach wyższych

mogą mnie związać pobić i zniszczyć
zanim pomyślę że jestem zakorzeniony na wietrze
we śnie i nikt im nie odpyszczy
z powodu moich ewidentnych pryszczy


XI.

oni mają usta ręce i nogi
doprawdy oni mogą wszystkich
pobić znielubić podczas
snu i nikt im nie podskoczy

mogą mnie związać pobić i zniszczyć
kiedy wpatruję się w księżyc
(w jego narząd ruchu) który za mną
ciągle chodzi choć nikt go o to

nie prosi księżyc za mną chodzi
odkąd jestem na obserwacji
i szukam schronienia (wszędzie gdzie się
obracam) w szpitalnej ubikacji

(XII 1987)

Pozostałe teksty znajdziecie na blogu mojego imiennika:

sobota, 2 kwietnia 2011

Miron Białoszewski "Nowa wiosenna słabocha czyli wiersze antywiosenne"


Miron Białoszewski, zamieszkały na Lizbońskiej 2/62, chory na otwartą gruźlicę, pisze ostatnie swoje wiersze do pośmiertnie wydanego Oho (1985).

Nowa wiosenna słabocha
czyli
wiersze antywiosenne



PRZEŁOM WIOSENNY
dobry

Ale się przecisnąć!
ze słabochą.





wiosną we mnie dmuchło
na zdechło



3 KWIETNIA

biernie
wynurzam się z bloku
na goły chodnik

blada wiosna
przezroczysta

jestem stare palto!

pręd-ko do swojego bunkra
na dziewiąte piętro





Kochacie siebie na wiosnę?
bo ja nie





wiosna jasna
jak cholera
działa na mnie
katrupiąco





zimy nie lubię
wiosny nie lubię

po co mnie jeszcze
trzyma na czubie
moja gałąź?





za wiosennym podmuchem
poczułem się pół-duchem
pół-dupem





straszny czas tak potrafi trząść
jednym miejscem, że ono przefruwa
przez wieki





złość i niedowierzenia
wabią mnie do cienia
niecierpliwości

ta chce gestów
dzikszego obrysu
niż moja pora pozwala
i nerwostan

wracam w siebie
z przyzwolenia leniwego
z miejsca nienaruszonego
się
okazało





co z tego że użyłem?
reumatyzm
po schodach
przytyka
mój kościotrup
w sztywnych ukłonach
- Wasza Cielesność długo zamierza?





Nie chcę sprawdzać w rocznice
Kogo ani siebie

sprawdzanie swojej historii
na miejscu
nie trafia do siebie

czas, wieczność bezstronna
nie ma nic do rzeczy

w jednym człowieku
gubi się wieczność

a między dwoma przez wieki
może zahaczyć się
ta sama chwila

poniedziałek, 21 marca 2011

Rainer Maria Rilke "Wiosna wróciła. Jak dziecko ze szkoły"

Helmut Westhoff, portret poety

Wiersz o wiośnie wydawał się obowiązkowy. Przewaliłem wszystkie regały i wybrałem jednen z Sonetów do Orfeusza (z części pierszej).

XXI

Wiosna wróciła. Jak dziecko ze szkoły,
co umie wiersze, jest ziemie znów młoda,
dużo, o, dużo wierszy... Za mozoły
długiej nauki – nagroda.

Mistrz był surowy. Myśmy umieli
biel w brodzie starca. Dziś, jak się zowie
błękit i jakie imię ma zieleń,
możemy pytać: Odpowie! odpowie!

Masz wolne, ziemio, pełna wesela,
ścigał się z dziećmi. Nam się zachciewa
schwytać cię, ziemio. Najweselsze schwyta.

Och, lekcja twego nauczyciela
wydrukowana w korzeniach, ryta
w pniach długich, ciężkich: śpiewa ją, śpiewa.

Mieczysław Jastrun

niedziela, 13 marca 2011

Jean-Pierre Faye "przyjaciółko która jesteś innym mną"


Jean-Pierre Faye (ur. 1925) to francuski filozof, poeta, prozaik i eseista, założyciel pisma „Change”, twórca Collège International de Philosophie.

Ten lingwistyczny erotyk (w oryginale amie qui êtes mon autre) to jeden z wierszy z tomu Le Livre du vrai (Księga prawdy) z 1998 roku, który został napisany po utracie ukochanej, Mitsou Ronat.

przyjaciółko która jesteś innym mną
szeptem bądź imię twoje
przyjdź oddech twój
niech się spełni pożądanie twoich warg i ud
twoje ciało nocne i dzienne
daj mi dzisiaj
przyjmij zaklęcia moje tak jak twoje własne
są przeze mnie zaklinane
i wtrąć nas jedno w drugie
lecz dzięki tęsknocie
wybaw nas od tęsknoty
niech tak się stanie

Krystyna Rodowska

K. Rodowska, Na szali znaków. Czternastu poetów francuskich, Wrocław 2007.

środa, 9 marca 2011

Andrzej Sosnowski "Pomona i Wertumnus"

Ferdinand Bol, Vertumnus and Pomona

"Pantum, forma malajska (pantun), w literaturze malajskiej znany jest od XV stulecia, posiada jednak znacznie dłuższą historię, tyle że niepiśmienną, głównie ludową, świąteczną i obrzędową. (...) Bardzo prosta reguła polega na tym, że druga i czwarta linijka każdej strofy powracają jako pierwsza i trzecia linijka strofy następnej. (...) Pantum jest narkotyczny, pantum pochłania i paraliżuje. Pochłania, ponieważ każdy kolejny wers ciągnie autora za rękę.”
A. Sosnowski, stąd

„Wtedy właśnie można dojść do tego językowego przesunięcia, można się znaleźć w zupełnie nieoczekiwanych rejonach, ponieważ język pod rygorem zaczyna w pewnej chwili pracować na swój własny rachunek.”
A.Sosnowski, Trop w trop, Wrocław 2010, s. 44.

„W Sezonie na Helu pojawia się pantum pod tytułem Pomona i Wertumnus, forma akcentująca mechaniczność i repetytywność języka, a zatem to wszystko, co język potrafi „sam” zrobić, na swój sposób, sposób, w jaki nami gra i nas wypowiada. Interesuje mnie takie podążanie za „furią” języka i pokazywanie, w jaki sposób pewnego rodzaju „zawiązek” słowny sam się napędza i jakie są tego efekty artystyczne”
Tamże, s. 77.

Pomona i Wertumnus


Swawolne witraże i lubieżne freski,
żelazne powoje w parterowych oknach –
nie myśl Pomono, żem zmyślił ten świat
i przęsła twoich marzeń, Wertumnusie.

Żelazne powoje w parterowych oknach
mówią, że miasto okupują dzieci.
I przęsła twoich marzeń, Wertumnusie
są jak uśmiech miasta na końcu ulicy.

Mówią, że miasto okupują dzieci.
Losy tych dzieci nie budzą ciekawości.
Są jak uśmiech miasta na końcu ulicy
w godzinie czarnej od wielkiego słońca.

Losy tych dzieci nie budzą ciekawości.
Dzieci tych dzieci chyba już nie będzie
w godzinie czarnej od wielkiego słońca
kiedy czas zrobi salto i zapadnie noc.

Dzieci tych dzieci chyba już nie będzie
po końcu historii na barwnej planecie
kiedy czas zrobi salto i zapadnie noc
i wzejdą frywolne gry w noktowizorach.

Po końcu historii na barwnej planecie
tak dokładnie zobaczą iglicę katedry
i wzejdą frywolne gry w noktowizorach
w cieniu strzykawki na ścianie tunelu.

Tak dokładnie zobaczą iglicę katedry,
swawolne witraże i lubieżne freski
w cieniu strzykawki na ścianie tunelu.
Nie myśl Pomono, żem zmyślił ten świat.

sobota, 5 marca 2011

John Berryman "Raz na sercu Henry'ego usiadła rzecz"


Ciągnąc za Pasewiczem, jedna z legendarnych Dream Songs (pierwsze wydanie z 77 kawałkami wyszło w 1964 roku).
John Berryman (1914-1972) jest uważany za najważniejszego, obok Roberta Lowella, przedstawiciela amerykańskiej confessional poetry. Jednak poza sukcesami na gruncie poezji i w życiu zawodowym (był cenionym literaturoznawcą), jego życie osobiste stanowiło pasmo porażek: trzy nieudane małżeństwa, depresja, alkoholizm, w końcu popełnił samobójstwo (podobnie jak jego ojciec, gdy Berryman był dzieciakiem).

29

Raz na sercu Henry’ego usiadła rzecz
tak ciężka, że nawet gdyby miał sto lat
albo i więcej cały czas szlochać i w ogóle nie spać,
rachunku by nie wyrównał.
Znów wiecznie skądś dobiega go
jakiś kaszelek, zapach, kurantów dźwięk.

Jest jeszcze jedna rzecz, co chodzi mu po głowie –
jak groźna twarz ze Sieny, z której i tysiąc lat
nie zetrze rysów niemej reprymendy. A on upiornie,
z otwartym okiem, skupia się, na ślepo.
Wszystkie dzwony mówią: za późno. Szkoda tu łez;
myślenia.

Lecz nigdy, chociaż gotów był tak myśleć, Henry
nikogo nie wykończył a ją ćwiartuje na kawałki
ani nie ukrył, gdzie można by je znaleźć.
To wie: policzył wszystkich, i nikogo nie brak.
Często, o świcie, sprawdza, czy są wszyscy.
Nigdy nikogo nie brak.

Piotr Sommer

niedziela, 27 lutego 2011

Edward Pasewicz "Ten ze szramą"

fot. Jarek Łukaszewicz

Edwar Pasewicz (ur. 1971) musiał jakiś czas poleżeć na mojej półce, zanim sięgnąłem po niego na serio. A jest to poeta, który wypracował naprawdę oryginalną melodykę dla swoich wierszy. Puszczam kawałek z chyba najbardziej chwalonego tomu – Henry Berryman. Pięśni (2006). Tytułowa postać to aluzja do Henry’ego – bohatera wierszy Johna Berrymana (przede wszystkim z cyklu The Dream Songs).

Ten ze szramą

Ten ze szramą mówi: ze śmiercią
Hęryk to jest luz, se tylko światło pstryknij
i już wiesz jak jest. A on nie odszedł
nawet poza sen, przytomny zawsze,
czujny jak ławica śledzi, z okiem
wpatrzonym w półotwarte drzwi.

Luz se dać, gdyby cichsze niźli
kroki nocą, przychodzą te zwierzęce
myśli, co z ciałem począć,
czy ktoś opłaci mu zaległy prąd?
Jak będzie gnił? A będzie mógł
coś mówić, cholera, tam pod ziemią?

Tylko światło zgasić? Coś nie pasuje,
nie taki był ten szwung, co go pchał na świat.
Pamiętał, gdy nad morzem stał,
kaszląc i plując, jak się czuł, gdy nie mógł
złapać tchu i strzępy rozmów z mola
niósł śmierdzący wiatr.

sobota, 26 lutego 2011

poezjem.pl


Internetowa księgarnia z poezją poezjem.pl w końcu została uruchomiona. Sprawdźcie koniecznie! Ceny, jakie Biuro literackie proponuje na otwarcie, są oszałamiające! Warto trochę poszperać. (Już zdążyłem porządnie się obkupić)

>>>LINK

Peter Gizzi "U ziemi"


W najświeższej "Literaturze na świecie" nowa poezja amerykańska. Bomba.
Stąd wiersz Petera Gizziego (oryginalnie z tomu Artificial Heart z 1998 roku).

U ziemi

Po tej stronie końca była cisza, cisza bez ziemi, a cisza ta nie
znała ziemi.
Było inaczej po tej stronie końca bez ziemi.
Nic zostało obrócone wniwecz przez świat; albo niczego świat nie
obrócił wniwecz co nie byłoby przedtem obrócone wniwecz.
Jeśli wyjść poza świat, nie było śmierci; jako też umieranie nie
jest przeciwieństwem życia.
Cisza to był dział życia; albo też cisza za życia została
przedstawiona niewłaściwie.
Świat ziemi zaistniał bez imienia; ludzie przepadają z braku
łącza.
Bez słów, słowo obraca wniwecz cisza; w zwielokrotnieniu
pozostaje bez odbioru.
W zwielokrotnieniu bez odbioru ekspriopracja została usunięta,
jednak nie dla ludzi pozbawionych łączy.
Ktoś umarł, będąc jak wiatr, wiatr i fortuna życia w postaci
alegorycznej, żadna cisza, ślepy doradca.
Cisza obracana jest wniwecz przez wiatr, jest poza tym (nic nie
widząc, nie było widziane) bez mowy.
Co znajduje się przed nikim nie jest nieprzyjemne po kimś: takie
coś przychodzi po nikim.
Pewna pustka, która nie może być dana.
Cisza odrzuciła słowo i zaszeptał śmiech, co nie było anarchią
przyszło na sposób rzeczy najniższych.
Każdy jest świadkiem tego zaćmienia raz na jakiś czas, każdy
zapomniany ojciec, ławka rezerwowych, dziecko pod kuratelą,
kto kogo tutaj się zapiera.


Andrzej Sosnowski

sobota, 5 lutego 2011

Roman Honet "madonna"

Walmor Corrêa, Impupiara (2006)

Dziś nic innego nie robię, tylko cały dzień czytam nową książkę poetycką Romana Honeta. piąte królestwo to najostrzejsze wiersze autora od czasu Pójdziesz synu do piekła (1998), także atmosfera na wskroś nieprzyjemna, jeszcze ta pogoda za oknem.

madonna

wieczór, skrzynkowy zegar w aucie
w fotelu pasażera. ci, którzy włożyli korony z tektury,
krążą dziś po ulicach. ślepiec
trzyma tranzystorowe radio,
nachyla w ciemność antenę –
już zaraz. czarna madonna w płaszczu z haloperidolu
pocałuje go, założy kaganiec
i poprowadzi za miasto,
na złomowisko, pomiędzy rury
i kraty kanalizacyjne. wtedy mu
powie – tu mogę cię kochać

niedziela, 30 stycznia 2011

John Ashbery "W tamtych dniach"


78-letni John Ashbery z tomu Where Shall I Wonder (2005).
Tytuł oryginału: In Those Days.

W tamtych dniach


Muzyka, jedzenie, seks oraz figury
towarzyszące jak ściana światła w drzwiach
niegdyś opryskana śmiechem

w końcu pytają, jak t y się w tym czujesz –
czy to naprawdę ty tak się tym cieszyłeś?
A jeżeli tak, to co w tym wszystkim robi
ta samotność? Jak bardzo jesteśmy ślepi?

Nasz wzrok sięga na parę stóp w przyszłość
pełną zasnutych parceli i rowów.
Bez wątpienia to była ta dłuższa droga
do przebycia. A przecież nikt

nie widzi nic złego w tym, co tutaj wyczyniamy,
zacząwszy nareszcie rzecz omawiać z wiatrem
i ze słońcem, czasami w przechyle.
Wspiąłeś się na stopień, a droga w dół

paraliżuje, chociaż to właśnie straconą
młodość pamiętam jako coś w sam raz, ogniś.
Pora już się powlec, nawet jeśli to jedynie sarkazm
mowy przepada, a jej błogosławiony
sens przecieka jak krew,

otwarta na wszelkie interpretacje.


Julia Fiedorczuk

sobota, 22 stycznia 2011

Marcin Sendecki "Your Name Here"

fot. Anna Bajorek

I jeszcze Pół Marcina Sendeckiego (ur. 1967), znanego niegdyś z "brulionu", który – jak gdzieś zasłyszałem – powrócił do świetnej formy i od Trapu (2008) corocznie wydaje nowy tomik poezji na wysokim poziomie. Aczkolwiek muszę przyznać, że z tym zeszłorocznym miałem nie lada problem. Właściwie to po premierze, nie doczytawszy do końca, rzuciłem go gdzieś w czeluść najniższego regału i dopiero po pewnej przychylnej radiowej recenzji postanowiłem doń wrócić. „Ten tom składa się z czterech filarów – mówi pan prezenter – pierwsze to jest przypomnienie, drugie to jest pamięć, trzecie to jest zapominanie, co widać szczególnie w tych urwanych wersach, a czwarte to jest pożegnanie”.
Kawałek [Your Name Here] (tak nazywał się tomik Johna Ashbery’ego z 2000 roku; myślę, że to prawdopodobne nawiązanie):

[Your Name Here]

Za styczeń będzie odłączenie stacji
Za luty pierwsza myśl najlepsza

Za marzec szklanny hałas w zsypie
Za kwiecień pirs

Za maj jej zapach i smak
Za czerwiec ustawka przy burzy

Za lipiec warta w przytulisku fok
Za sierpień tydzień upalnej rozpaczy

Za wrzesień krzywy biogram z mar
Za październik nowy post i pot

Za listopad likwidacja zdarzeń
Za grudzień likwidacja świadectw

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Adam Wiedemann "Schwein sein"

fot. Timo Berger, stąd

Wracamy do wspomnień z zeszłego roku, czyli Dywany Adama Wiedemanna, jednego z najskuteczniejszych zamachowców poezji podniosłych tonów w polskiej literaturze współczesnej, który paradoksalnie sam wznosi się w takie rejony (ale jakby krzywo), no bo chociażby ten sonet (lub antysonet) pt.   S c h w e i n    s e i n
czyli po prostu „Świnią być”.

Schwein sein  

Bycie świnią jest niezawinione. Nawet bycie
straszną świnią, o co podejrzewamy niektórych,
choć w samym takim podejrzeniu tkwi element
świństwa. Pamiętaj, ludzie będą ci życzliwi,

o ile tylko pozostaniesz taką świnią,
jaką się urodziłeś. Zauważ tylko, gdzie tkwi w tobie świnia,
albo nie zauważaj, tak jest prościej. Ona sama
dojdzie w tobie do głosu. W końcu srasz

na ręce matki, nie ma w tym nic zdrożnego,
ona się z tego cieszy, myje ręce nad zlewem,
jeśli ma zlew, a gdy przypadkiem nie ma go, masz powód,

żeby się zesrać znowu. Potem myjesz
te ręce łzami, ale wtedy już jesteś świnią, nie ma w tym
absolutnie nic złego. Zło tkwi zapewne gdzieś dalej.

Warszawa, 16.7.08

sobota, 15 stycznia 2011

Krystyna Miłobędzka "najprędzej gubię czasowniki"


Krystyna Miłobędzka (ur. 1932) swój pierwszy cykl poetycki Anaglify przygotowała w 1960 roku, jednak żaden z wydawców nie był wówczas zainteresowany drukiem. Debiut na papierze ukazał się dopiero 10 lat poźniej (tomik Pokrewne). Mimo to Miłobędzka wciąż nie miała szczęścia na poetyckiej scenie. Rzeczywiste odkrycie jej twórczości nastąpiło dopiero w XXI wieku. Właściwie to po wydaniu tomu Po krzyku w 2004 roku zaczęto mówić o niej, jako poetce naprawdę ważnej (m.in. książka roku w „Przekroju”, nominacja do Nike).
Osobiście poznałem jej niezwykły ascetyczny lingwistyczny projekt poetycki dopiero w zeszłym roku, przy okazji wydania książki zbierane, gubione (1960-2010).
Na Sfereo wiersz z przełomowego Po krzyku:


najprędzej gubię czasowniki, zostają rzeczowniki, rzeczy
już tylko zaimki osobowe (dużo ja, coraz więcej ja)
a imiona? giną, spójniki giną
trzy słowa, dwa słowa
wreszcie mój, mój we mnie
mój ze mną
świat

ja w pierwszej i ostatniej osobie

wtorek, 11 stycznia 2011

Stanisław Barańczak "Gdzie się zbudziłem"


Korzystając z okazji, że dziś udało mi się zbudzić tak rano, wiersz z cyklu Dziennik poranny z najważniejszego tomiku Barańczaka (Dziennik poranny, 1972).

Gdzie się zbudziłem


Gdzie się zbudziłem? gdzie jestem? gdzie jest
strona prawa, gdzie lewa? gdzie góra a gdzie
dół? spokojnie; spokojnie: to jest moje ciało,
leżące na wznak, to ręka, w której zwykle
trzymam widelec, a tą drugą chwytam
nóż lub wyciągam ją na przywitanie;
pode mną prześcieradło, materac, podłoga,
nade mną kołdra i sufit; po lewej
ręce ściana, przedpokój, drzwi, butelka z mlekiem
stojąca już pod drzwiami, bo po prawej widzę
okno, a za nim świt; pode mną
przepaść pięter, piwnica, a w niej hermetycznie
zamknięte słoje z kompotem na zimę;
nade mną inne piętra, strych z bielizną
na sznurach, dach, telewizyjne
anteny; dalej, po lewej, ulica
wiodąca na zachodnie przedmieścia, za nimi
pola, szosy, granice, rzeki i przypływy
oceanu; po prawej, już w szarych zaciekach
świtu, inne ulice, pola, szosy, rzeki,
granice, mroźne stepy, lodowate lasy;
pode mną fundamenty, ziemia, otchłań ognia,
nade mną chmury, wiatr, blednący księżyc,
ledwie widoczne gwiazdy, tak;
odnaleziony,
przymyka jeszcze oczy, z głową w miejscu
krzyżowania się wszystkich pionów i poziomów,
przybity do tych wszystkich naraz krzyży
miarowymi ćwiekami dudniącego serca.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Jarosław Iwaszkiewicz "Mapa pogody: Pogoda lasu..."

fot. Tadeusz Rolke

Jarosław Iwaszkiewicz (1894-1980) przez swoje powojenne wybory i postawy, „skazy w biografii” został odtrącony z literackiej sceny, po śmierci – jak to się zwykło mówić – trafił do „czyścca”. Dwie dekady temu, już po przemianach ustrojowych, Tadeusz Nyczek napisał: „To będzie chyba teraz jakiś czas modne: docenić Iwaszkiewicza”. Ale wracał on do polskiej literatury i jakby znów się chował. Wydany w zeszłym roku drugi tom Dzienników Iwaszkiewicza miał rzucić nieco inne światło na autora, być może nawet przywrócić go na dobre.
Prawdopodobnie najlepszy Iwaszkiewicz to autor ostatnich tomów poezji: Mapy pogody (1977) i Muzyka wieczorem (1980). Na Sfereo fragment tytułowego poematu z pierwszej z tych książek.

9


Pogoda lasu niechaj będzie z tobą
promień przedarty przez dwa liście dębu, ptaszek Zygfryda,
co opowiadał o śpiącej dziewczynie, szmer gałęzi, szmer lasu
Liszta i Wagnera, lasu szydłowieckiego, gdzie zabito Adzia,
dębu, co wisi u nas nad fortepianem, pogoda lasu
pogoda pogoda

Pogoda wody niechaj będzie z tobą
wody stawu i wody jeziora, które tak lubisz, strumyka spod
Koszystej i strumyka spod Czarnego Stawu, gładka powierzchnia
zatoki Palermo i słaby przybój pod Sopotami, pogoda wody
pogoda pogoda

Pogoda burzy niechaj będzie z tobą
pogoda sinej chmury i zielonych źrenic, żagli zerwanych,
pogoda Mirandy, pogoda nawałnicy, pogoda jeziora Genezareth
niech cię uciszy
pogoda pogoda

Pogoda nieba niechaj będzie z tobą
Przepaski Oriona, blasku Plejad, śpiewu łabędzia lecącego
w górze, obszaru galaktyki, objętości mgławicy, antymaterii,
pogoda nicości
pogoda pogoda

Pogoda czasu niechaj będzie z tobą
twego czasu i czasu gwiezdnych zegarów, pogoda klepsydry,
którą odwraca sędzia Joanny, przestrzeń od nas do nas,
zaćmienie do zaćmienia, czasu skurczowego w sprężynie
i czasu zebranego w gasnącym słońcu
pogoda pogoda

Pogoda domu niechaj będzie z tobą
jasnego pokoju, nakrytego stołu, białego sera, mleka, kawy,
wiśni, drobnych przedmiotych, których pochodzenie my tylko
znamy, fotografii, o których my tylko coś wiemy, Irenka,
Tadzio, pani Wodzińska, twarze, które z naszego biurka
zejdą do podręczników i już na zawsze, pogoda roślin
pokojowych, choinek aloesów, pogoda naszych piesków
pogoda pogoda
Pogoda ziemi niechaj będzie z tobą...


Ostatni wers Andrzej Sosnowski omówił w swoim cyklu Jedna linijka w telewizyjnym programie Poezjem >>>tutaj

sobota, 8 stycznia 2011

Bolesław Leśmian "Nad ranem"

"Leśmiana się czyta – i ciągle odkrywa coś u niego. Cudownie czyta się go na głos, najlepiej komuś, kogo się kocha, bo to są rzeczy pełne miłości i bardzo wzruszające." - Piotr Sommer.
Wiersz o miłości i śmierci (bo każdy poeta pisał o miłości i śmierci, a ten szczególnie) z cyklu Powieść o rozumnej dziewczynie (Napój cienisty).

Nad ranem


Śpisz jeszcze... Na twych rzęsach — skra drobna poranku.
Strachy śnią się twej dłoni — bo i drga i pała.
Oddychaj tak — bez końca. Czaruj — bez ustanku.
Kocham oddech twej piersi, ruch śpiącego ciała.

Ileż lat już minęło od pierwszej pieszczoty?
Ile dni od ostatniej upływa niedoli?
Co nas wczoraj — smuciło? Co jutro — zaboli?
I czy zbraknie nam kiedyś do szczęścia ochoty?

Przyjdzie noc o źrenicach zaświatowo łanich
I spojrzy — i zabije... Polegniem — snem czynni...
Jak to? Więc musim umrzeć tak samo jak inni?
Jak ci — choćby z przeciwka?... Pomódlmy się za nich...

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Dobry wieczór, wciąż nadajemy...


Dokładnie rok temu zamanifestowałem swoje życzenie: „chciałbym, żeby ludzie czytali więcej poezji”. Założyłem Sfereo, postawiłem cele: „być może dzięki temu blogowi, ktoś się zaczaruje na wierszo-czytanie, ktoś już wcześniej oczarowany pozna kilku autorów, którzy uderzą”. I chyba się udało. Świadczy o tym pewien odzew, komentarze, za które bardzo dziękuję. Ale też – jak mi się przynajmniej zdaje – sporo osób zaglądało tu zwyczajnie dla frajdy, czytając poezję, znając moich poetów. W końcu wymyśliłem, że będzie to swoiste poetyckie radio. I rzeczywiście znaleźli się słuchacze! Po stokroć Wam wszystkim dziękuję! Po roku wiem, że warto ciągnąć to dalej.



Andrzej Sosnowski "zabawy wiosenne"

Na pierwszą rocznicę prezentuję sobie zabawy wiosenne Sosnowskiego z tomu poems. Dla mnie jest to zdecydowanie najważniejszy wiersz zeszłego roku. Wprawdzie za oknem śniegu co niemiara, ale – jak powiedział mi ostatnio pewien taksówkarz – „z każdym dniem coraz bliżej wiosny”.
Dołączam klip muzyczny Sosnowski & Chain Smokers do tegoż kawałka (uwaga: opuszczone są tu dwie pierwsze strofy).



zabawy wiosenne


śmiech nad rzeką zorzynku i lampiony
seraje lampionów i punktowy kolczyk
wesoły pilot na parkingu swallow me
i tylne siedzenie zdezelowanego fiata
i starzy kumple niezawodnie kapitalni
z koksem mandoliną i obwarzankami
i zapach marzanki pod markizą żywca
zaraz po deszczu tobie tylko podaruję
te żyłki światła i kosmyki cienia
grudkę rozgrzanej ziemi głuchy szept

pieprzyć twój daleki głos w słuchawce
pieprzyć krople rosy na gałązce bzu
łzy olch nad młynem gdzieżeś światło
kwiaty żylistka świerzop widok delft
jaki był twój ostatni czar wizażystko
ostatnie waginalia wypadły tak blado
kolejne horrendalia już bez rewelacji
już jest po tęczy po kolędzie będzie
napalm dla biednych ludzi napalm
jest dobry czy aby jeszcze istnieje

nikt nie wiedział ile poezji mamy w życiu
póki nie zaczęliśmy spieszyć się i kochać
ludzi którzy tak szybko biegną siostro
sygnał satelity zawsze będzie z tobą
stacja nazywa się cagliostro siostro
czy ty na pewno wiesz co tu robisz dave
szukam punktu g w tym hotelu señoritas
ślęczę w układach scalonych mikro makro
3001 ta odyseja jest logiczna
3001 zgłoś się teraz zgłoś się

w paśmie od dada do trzy cztery lewa
w hotelu płoną łóżka i kończy się doba
słychać syreny zaraz będzie woda
co to za szelest woda przy drzwiach
co to za szmer co za noise nic nic
to tak lądujemy w spamhaus honey
od tej pory życie idzie jako spam
3001 ta odyseja jest logiczna
3001 zgłoś się teraz zgłoś się
hush little baby don’t you cry

na całym obiekcie tylko jeden senior
jeden menedżer działu i żadnej ochrony
inni seniorzy wyjechali na szkolenie
norbi z anetą na pewno się pokłócą
ziba wypije cztery piwa w sfinksie
tunia i kalisia będą grały w oczko
goodson ruszy w miasto i się zgubi
bésame mucho fever love me tender
you cancan cancer marika i arnika
lolita i guernica augentrost

see nijinsky do the strandsky
szpulo z celuloidem ziemio astronautko
jazz to jest paryż a paryż to jazz
mówimy pa pa chwilo byłaś raczej piękna
nucąc pa pa pop drodzy zamorscy koledzy
płynąc w uśpionej kopalni uranu w kanu
fred i ginger trup człowieka z reno
marilyn and john f. dancing
reeling through niagara falls

wycofać się za jeden czy za inny biegun
z rumieńcem który stopi wszystkie lody
zamach chłodniejszy niż algida
masz pocztówkę z cv portfolio na dłoni
szukasz zajęcia w branży lethal vodka
leta i vodka w ciemnym stały domu
szukasz etatu w firmie lethal vodka
lethal vodka martinis
aplikujmy suplikujmy

zawczasu tylko aborcja
eutanazja poniewczasie
ciebie prosimy
inaczej

lemon bloody cola
inaczej

totus tuus siostro
venus im pelz siostro

lethal się skończył
i pop się skończył
i jest all time low
pa pa pam

niedziela, 2 stycznia 2011

Krzysztof Siwczyk "Nasze zdolności"


Krzysztof Siwczyk (1977) i kolejna dobra książka z minionego roku, czyli fragment Koncentratu.


Nasze zdolności

M.M. na 40. urodziny

To są katedralne pustostany, zwiastuny historycznej psychozy,
kolegialne rzędy trucheł butwiejące w nawach, medaliony blade
jak komunia, kiedy byłem małym chłopcem, trzymałem w ręku
sporo rzeczy z ziemi, nie brałem ich do ust, gdyż nie wolno

niczego brać do siebie, zwłaszcza tak na zdrowy rozum,
bardzo logicznie zaczyna wszystko wyglądać, najpierw sny
jak oflag jawy, potem czytam różne opisy przypadków,
które zawierają w sobie ciekawe refleksje.

Innymi słowy: klinicznie jesteśmy niczym my.
Wyglądamy na ludzi, którzy nie dożyli niczego,
bo niczego jeszcze nie udało nam się powtórzyć.

Nasze zdolności w niczym nie odpowiadają naszemu życiu,
skoro powzięliśmy nieodpowiednie środki,
cel znajdzie nas sam.